Zamierzamy być groźni!

Z Łukaszem Maksymowiczem, zwycięzcą Pucharu Polski 2018 w klasie Nautica 450 o przepisie na sukces, pływaniu na Nautice i planach na przyszłość rozmawia Paweł Nawrocki.  Nagroda została wręczona podczas niedawnych, 10-tych urodzin klasy.

- W 2018 roku wygrałeś na Nautice 450 Puchar Polski, co Twoim zdaniem było kluczem do tego sukcesu?

Myślę, że trening, absolutnie trening, nic innego. Godziny spędzone na wodzie są bezcenne. Modyfikacje łódki, praca nad sprzętem z pewnością pomaga, ale nie może zastąpić treningu. Myślę, że jesteśmy załogą, która spędziła w zeszłym roku na wodzie najwięcej czasu i to zaowocowało.  Trenowaliśmy sami, bez pomocy trenera i mamy zamiar tę sprawdzoną receptę w dalszym ciągu stosować.

-  Jakie masz plany na 2019 rok, czy będziesz na regatach Pantaenius Nord CUP Gdańsk i o co chcesz powalczyć?

Plany na rok 2019 zostały zdeterminowane przez osiągnięcia z roku 2018. To był nadspodziewanie dobry rok, który mocno rozbudził nasze apetyty. Chcemy obronić Puchar Polski wywalczony w minionym roku, co oznacza, że musimy wziąć udział we wszystkich imprezach z Nord CUP na czele. Chcemy też powalczyć o Mistrzostwo Polski, o które otarliśmy się w zeszłym roku, ale którego nie zdobyliśmy. W związku z tym Nord CUP jest pozycją obowiązkową, mamy już zaklepany w Galionie apartament. Jedziemy tam i zamierzamy być groźni J

-  A jakie są Twoje bardziej długofalowe plany związane z żeglarstwem, marzenia, cele?

Najbliższe dwa lata to z pewnością pływanie na Nautice, bo tak się umówiłem z firmą Vector Sails i do tego mnie zobowiązuje umowa, ale też chęci, bo zarówno łódka jak sama klasa i ludzie są tak fajni, że nigdzie się nie wybieram. Czy coś więcej? Myślę, że chciałbym spróbować ścigania w innej klasie chociażby w celach edukacyjnych. Chciałbym zobaczyć jak wyglądają regaty na 505-ce, jak silna jest ta polska czołówka i jak bardzo różni się praca na tej łódce ze spinakerem od pracy z genakerem. Ale myślę, że w ciągu kilku najbliższych sezonów skupię się na tym, aby doskonalić swoją taktykę, technikę i strategię w pływaniu na Nautice. Na razie to jest moim priorytetem.

- Jak się zaczęła Twoja przygoda z żeglowaniem? Na czym pływałeś zanim wybrałeś Nauticę 450?

Zacząłem żeglować wcześnie, pierwszy raz na łódce byłem jako 4-ro latek i była to łódka kabinowa. I tak to wyglądało do 20-go roku życia, żeglowałem tylko i wyłącznie turystycznie, na łódkach kabinowych. Mieszkałem nad Zalewem Zegrzyńskim i jestem synem szefa przystani. Mieliśmy własną łódkę i mieszkałem 400 metrów od jeziora, więc mogłem pływać dużo i często, lecz robiłem to bez żadnych sportowych aspiracji. Dopiero po 20-stce znudzony pływaniem rekreacyjnym pojechałem popływać na katamaranach na Helu. I tak przez kilka lat co roku przez tydzień pływałem w Jastarni i Juracie na TOPCATach. Dopiero pojawienie się Lasera BAHIA nad Zalewem zbliżyło mnie do bardziej sportowego pływania, choć wtedy też się jeszcze nie ścigałem.

-  W jaki sposób „odkryłeś” Nauticę 450?

W 2009 nie miałem już swojej łódki i wybrałem się z kolegą na dzień otwarty Nautica 450 organizowany nad Zalewem. Były tam obie łódki FUN i RACE i na obu udało nam się wtedy popływać. Było to bardzo ciekawe doświadczenie, ponieważ wiało naprawdę grubo, 15-20 węzłów. Na jednej łódce pomagał nam Michał Korneszczuk, na drugiej Marcin Rymer i łódka zrobiła na mnie niezatarte wrażenie.  W takich warunkach było to silne przeżycie i niepodobne do niczego wcześniej – duży szok, że łódka jednokadłubowa może tak fajnie pływać.

-  Czyli była duża różnica między Nauticą 450 a BAHIĄ?

Tak, była wyraźna różnica.

- Choć pływałeś już też wtedy na TOPCAT-ie więc już to czułeś…

Tak, ale TOPCAT jest dużą i ciężką łódką, tam w zasadzie człowiek wpięty w trapez ustawia sobie trym żagli raz na cały hals w poprzek Zatoki Puckiej, natomiast tutaj trzeba było cały czas pracować i to było zupełnie nowe doznanie. W Nautice 450 urzekło mnie to, że zawsze potrafi być interesująca i daje dużo radości z pływania w wiatrach, które spotykamy najczęściej na śródlądziu, czyli od kilku do kilkunastu węzłów. Rozważałem czy kupić TOPCATA czy Nauticę i z każdej rachuby wynikało mi, że TOPCAT będzie się tylko kurzył nad Zalewem, ponieważ żeby on zaczął pływać potrzebny jest silny i równy wiatr. Ani jedno, ani drugie nad Zalewem w zasadzie nie występuje. Widzę to zresztą po katamaranach, które rezydują nad Zalewem – w zasadzie są nieużywane. Także to właśnie Nautica przy wietrze, który tu mamy, daje frajdę. Jest łódką lekką, która może być obsłużona przez jedną, dwie osoby. Waży nieco ponad 120 kilo razem z wózkiem, natomiast TOPCAT A1 waży ponad 200 kilo i ciężko byłoby operować nią samemu czy nawet w dwie osoby, szczególnie, że zamierzałem też pływać z dziećmi.

- Komu byś polecił Nauticę, dla kogo jest ta łódka?

Z tego, co pokazują nasze doświadczenia zebrane w ciągu ostatnich paru lat, w zasadzie każdy na niej potrafi się dobrze bawić. Są ludzie, którzy są wprost do niej stworzeni. Myślę, że dla tych, którzy nie mogą poświęcić każdego weekendu na pływanie, jest bardziej poręczna niż inne łódki sportowe jak na przykład 505-ke czy HobbyCat, który jest narowisty i nieprzewidywalny. Nautica daje też więcej zabawy niż łódki plastikowe, takie jak Laser Bahia czy RS Vision, że o Omedze nie wspomnę. Chcę powiedzieć, że każdy żeglarz, który chce wyjść poza wrażenia, które zebrał na Omedze, chce zrobić krok do przodu, ale się nie potknąć – powinien Nauticę wypróbować. Jeśli ktoś jest sprawny fizycznie i wytrzymuje pół godziny sensownej pracy to jest już podstawa, żeby się na Nautice „zaokrętował” i popływał.

Dziękuję za wywiad i życzę powodzenia!

Kalendarz regat klasy Nautica 450 zostanie opublikowany do końca stycznia.